
Wyciągnięty za uszy przez kota z bagna zwanego World of Warcraft odstawilem w kąt (na chwile =]) swój miecz, zaparkowałem kUnia gdzieś w okolicach Auction House w Orgimmar, założyłem maskę na ryja ;d i ruszyłem w bój spotkaniowy.
Tu zapewne czekacie na jakąś relacje z odbytych spotkań, ale to se ne da pane Havranek - nie pamiętam :F
Mecz z B:P:R (VIP) to jak zwykle popis sadystycznych zmagań obu ekip - wszyscy polują na biednego VIPa, a przynajmniej czasem odnosiłem takie wrażenie :) Bardzo wyrównany mecz gdzie szala zwycięstwa wahała się co rundę. Gdzieś w międzyczasie okazało się, że herbatniki grają sobie na piracie, a żeby było zabawniej oficjalnie ogłosili to na forum CB - ja tu czegoś nie rozumiem... No ale jak zwykle odezwały się nasze mięciutkie pośladeczki, które z dziką rozkoszą wystawiamy w stronę przeciwnika ^^^ Tak czy inaczej cały mecz rozgrywamy na warezowym serwie B:P:R (bo oczywiscie nasz jest 'crap') i kończymy mecz wynikiem 4:4 bo zaciętym boju. Kilka godzin później okazuje się, że jednak przegrywamy 3:4, gdyż w rules jest zapis, że jeżeli SWAT nie doprowadzi VIP'a do punktu, a Suspect go nie skuje i nie zabije to... to jest remis i jakby rundy nie było, a tak właśnie skończyła sie jedna z rund. Trudno, co zrobić... Działo się to 15 czerwca jakby ktoś nie pamiętał, a angoli wkurzał kot [hmmm... czy ja napisze kiedyś coś nowego?]
Gdzieś przy poniedziałku rozegraliśmy sparing z węgierskim klanem sF - to już chyba taka mała, świecka tradycja :D Tryb rozgrywki RD, mecz szybki i przyjacielski, szkoda że przegrany 3:5, ale zabawa była przednia. Szczegóły jakoś mi się nie utrwaliły, ale to pewnie ze względu na sporą ilość płynów chłodzących pochłoniętych w owym dniu. Z resztą co to za filozofia pisać o friendly meczach ;-)
A potem (czyt. we wtorek) siEM wioliśmy i zrobiliśmy mecz z SWAT4.se. W duchu skandynawskiego kamperstwa złoili nam dÓpe aż miłe uśmiechy wypełzły na twarz - chyba tak lubimy ;-) Wynik nie odzwierciedla przebiegu rozgrywki (2:6) - wbrew pozorom była bardzo wyrównana, a zastrzeżenia można mieć jedynie do pierwszej mapki, na której pojechali nas jak Gołotę (no, może ze dwie Gołoty minęły :F). No bo myśmy myśleli, że to rozgrzewka... ;-) Prawda jest taka, że szczęście sprzyja lepszym, i choć wstydu nie przynieśliśmy to nie było gites. I nie będę wspominał o zorganizowanej akcji i wbijania się na serwa - o tym na forum ;p
koniec
P.S. Tylko nie pytać kto grał - nie pamiętam ;-)
Jakby nie patrzeć, vip nam nie leży :x